Żyjemy w świecie korporacji. Jednej korporacji.
Wpływu Google’a na branże marketingu, reklamy, PR przecenić się raczej nie da. Zapewne zaś z biegiem czasu owa monopolizacja będzie postępowała wraz z kolejnymi akwizycjami panów Page’a i Brina. Zainteresowanie ogółu więc zrozumiałe. Wszyscy staramy się zrozumieć mechanizmy, spekulujemy, podpatrujemy, eksperymentujemy.
I dzielimy się poglądami. A jeszcze częściej - dzielą nas poglądy. W szczególności na temat skuteczności zaprzęganych przez nas wszystkich metod pozycjonowania witryn. Zachód ukuł teorię o white and black SEO. Tejże nomenklatury i ja będę się trzymał. A najprostszym rozróżnieniem między dwoma wyżej wymienionymi niechże będzie adekwatność słów kluczowych do kontekstu treści witryny. (Polemika na temat zasadności kryterium owego podziału pozostanie tematem kolejnej mej wypowiedzi).
Ergo: niepodważalnych dowodów na silną pozycję black SEO w naszym kraju dostarczyli nam kandydaci do miana “Złotych Migdałków Rzeczypospolitej”: Andrzej Lepper, Wojciech Wierzejski oraz Kazimierz Marcinkiewicz. Ich serwisy pojawiają się jako 1. miejsca w wynikach wyszukiwania, odpowiednio dla słów: “kretyn”, “pedofil” oraz “idiota”. Nie będę tutaj oczywiście roztrząsał adekwatności owych epitetów w stosunku do rysów psychologicznych owych postaci. Śmiem jednak twierdzić, iż nasycenie stron internetowych wyżej wymienionymi słowami kluczowymi jest bliskie zeru. Więc..? Brawa dla “magików” od pozycjonowania! Szczere…
W mej jednak prywatnej opinii, praktyki tego typu w przyszłości zamierzonych efektów na dużą skalę przynosić nie będą. Zgadzam się z opiniami, iż Google oprze pozycjonowanie o kontekst, używając do tego zasobów ludzkich. Fora dotyczące SEO pełne są spekulacji, iż “Korporacja” zatrudnia już (w niektórych krajach) pracowników w tym właśnie celu - ręcznego “dopieszczania” wyników wyszukiwania, w oparciu o analizę treści stron.
Czyżby więc do łask wrócić miało hasło “Content is king!”..?